Bez kategorii · Pielęgnacja włosów

Depresja na fali.

DSC_1755_mr1534795074869

Depresja i włosy

     Do wpisu na ten temat zaispirowała mnie akcja WHO z 2017 roku w Światowy Dzień Zdrowia, której hasłem było “Depresja- porozmawiajmy o niej”. Zachęca ona do dyskusji o tej chorobie, aby ją odczarować, gdyż w społeczeństwie zaburzenia psychiczne to nadal temat tabu i powód do wstydu. Ja, jako samozwańcza blogerka mogę sprawę nagłośnić właśnie tutaj, może ten wpis skłoni kogoś do rozmowy, pokaże, że to nie wstyd prosić o pomoc. Dodatkowym czynnikiem motywującym mnie do napisania tego teksu było pytanie rzucone przez jedną z kobiet na forum włosowym. Pytała się jak sobie radzić z wypadaniem i ogólną kondycją włosów podczas depresji i leczenia. Z racji chorowania na to zaburzenie co nieco w tym temacie wiem. Oczywiście, ktoś zaraz powie, że w trakcie takiej choroby powinno się skupić na swoim zdrowiu, a nie na takiej błachostce, jaką są włosy, jednak czy powiedziałby to samo kobiecie chorej na raka po chemioterapii? Depresja to także poważna choroba. Naturalnie, przyznaję rację, że zdrowie w takiej sytuacji jest na pierwszym planie, jednak w świecie kultu pięknego ciała człowiek czuje się lepiej, gdy jest zadbany i niestety cześciej dotyczy to kobiet . Nie dość, że depresja sama w sobie to straszne schorzenie, to dodatkowo potrafi tutaj dobić tycie i wypadanie włosów towarzyszące chorobie i kuracji. Pamiętajmy też, że depresja depresji nierówna, jedni mogą się uśmiechać, żartować, chodzić do pracy, spotykać z przyjaciółmi i jutro popełnić samobójstwo, a inni mogą leżeć przez lata w łóżku, płakać, sikać pod siebie, nie myć się, ale nigdy nie zdecydowaliby się na taki krok. Dlatego jeśli leczysz się, przebyłeś (choć to raczej choroba przewlekła) depresję, martwisz się o stan swoich włosów i jesteś już w stanie nad tym popracować, to zapraszam do czytania dalszej części posta. Nadmienię jeszcze, choć to chyba oczywiste, że sposoby, rady którymi się tutaj dzielę pomogły mi i wcale nie muszą  pomóc nikomu innemu, bo jak już wyżej napisałam depresja depresji nierówna, a ja nie jestem ani dietetyczką, ani psychoterapeutką, ani tym bardziej psychiatrą.

Co to takiego ta cała depresja?

     Chorzy niestety doskonale wiedzą co to jest, więc mogą pominąć ten punkt. Napisałam go dla osób niewtajemniczonych, dla takich, którzy podejrzewają, że może ich bliski zmaga się z tym schorzeniem, lub dla kogoś kto nie jest pewny, czy cierpi taką chorobę. Nie będę się nie wiadomo jak rozpisywać, podam najważniejsze wg mnie informacje, jeśli będziecie bardziej dociekliwi, możecie zajrzeć do internetów i poradni lekarskich.

     Wg WHO depresja to czwarte najpoważniejsze schorzenie na świecie, miliony ludzi nie jest zdolnych przez nią do normalnego funkcjonowania, do podjęcia pracy czy nauki, tysiące na jej skutek popełnia samobójstwa. Ogólnie, jeśli przez minimum dwa tygodnie człowiek ma znacznie obniżony nastrój i nie jest w stanie egzystować jak dotychczas, to możemy mówić o depresji. Powodów choroby może być mnóstwo, genetyczne, sytuacyjne (np. śmierć kogoś bliskiego), pourazowe, wynikające z niedoborów żywieniowych, z ciągłego stresu itd.  Mogą na nią zapaść wszyscy, bogaci, biedni, kobiety, mężczyźni (kobiety chorują trochę częściej), ludzie sukcesu, zwykli, szarzy ludzie, dzieci i starcy. Do objawów należą:

  • zmiana apetytu, przy czym częściej niejedzenie, niż nadmierne spożywanie pokarmów (co prowadzi do chudnięcia/tycia)
  • brak energii, ciągłe uczucie zmęczenia, sen nie pomaga się zregenerować i odzyskać witalności
  • zaburzenia snu, brak snu, nadmierne spanie
  • zła samoocena, wrażenie, że jest się nic niewartym
  • poczucie winy, wściekłość na siebie z powodu niemocy jaką odczuwa chory
  • otępienie intelektualne, trudności z koncentracją
  • stany lękowe
  • myśli autodestrukcyjne, samobójcze, samookaleczanie
  • ciągły smutek, rzeczy, które wcześniej sprawiały radość przestają mieć znaczenie
  • depresja u dzieci może mieć nietypowe objawy jak: opuszczenie się w nauce, pobudzenie psychoruchowe, złe stopnie, ucieczki z domu, agresywne zachowanie, samookaleczanie, często nieprawidłowo mogą być diagnozowane jako ADHD, bardzo małe dzieci mogą cofać się w rozwoju, przestać mówić, miec biegunkę, bóle brzucha np. niemowlak po stracie matki może przestać gaworzyć

     Każdy chory to inny przypadek i nie każdy ma te same objawy, ktoś może je mieć bardziej, a ktoś mniej zaostrzone. Najważniejsze to udać się do specjalisty, który nam pomoże. Nawet jeśli nie jesteście pewni, czy chorujecie na depresję, to możecie się po prostu wybrać do lekarza rodzinnego, który Wam doradzi i odeśle do odpowiedniej placówki. Depresję leczy się farmakologicznie, oraz za pomocą psychoterapii. Pierwsze efekty mogą się pojawić po dwóch tygodniach, a czasami dopiero po pół roku, oczywiście, jeśli leki będą odpowiednio dobrane. Nie wahajcie się poprosić o pomoc bliskich i przyjaciół, jesli takich macie w tym trudnym okresie. To, że Wam się wydaje, że nikomu na Was nie zależy to nie jest prawda, tylko wasze chorobowo skrzywione widzenie świata. Drodzy bliscy dotkniętych depresją, okażcie wsparcie chorym, pokażcie, że zależy Wam na nich, ale nie rzucajcie takich sucharowych i jeszcze bardziej dobijających do dna tekstów typu “weźcie się garść”. Chory czuje się winny, że nie potrafi normalnie funkcjonować, że nie ma siły utrzymywać kontaktu z bliskimi, a takie frazesy jeszcze bardziej pogrążają go w chorobie. W mózgu dochodzi do fizycznych zmian, do zaburzeń w przekaźnictwie sygnałów, na to potrzebne sa leki, powiedzenie takiej osobie, że powinna pozytywnie myśleć to tak samo jak powiedzieć niepełnosprawnemu, żeby sam powstał z wózka.

Moja Slasrakcja

     Slasrakcja. Tak właśnie jako dziecko w podstawówce nazwałam swoją depresję, nie wiedząc jeszcze, że to choroba. Wiem, nazwa dziwna, kojarzy się ze sraczką, obstrukcją, ale nie oceniajmy 12-letniego dziecka 😀 Często pisałam o Slasrakcji w swoim pamiętniku, zastanawiałam się kiedy w końcu mnie opuści. Jako dzieciak zawsze miałam stany obniżonego nastroju, te raz się polepszały raz pogarszały. W czasach szkolnych, nastoletnich byłam osobą wycofaną, z niską samooceną, chociaż tyle dobrze, że swoją agresję oddawałam w uprawianych sportach, a nie biłam ludzi… i tak jakoś to się toczyło również przez moje dorosłe życie, aż pewnego razu położyłam się do łóżka i już nie wstałam, już nie miałam siły udawać, powiedziałam sobie dość i ściągnęłam maskę uśmiechu. Trwało to jakiś rok. Moje życie ograniczało się właściwie głównie do leżenia, chodziłam się tylko myć i załatwiać potrzeby fizjologiczne. Prawie nic nie jadłam, głównie wafle ryżowe z Biedronki, żeby czymś zapchać żołądek i stłamsić głód. Czasami jadłam kanapki z jakąś kupną pastą, albo hummus z kaszą z Żabki. W ogóle wkurzało mnie to, że żeby żyć (czego przecież i tak kurwa nie chciałam) jestem zmuszona do tak wyczerpującej czynności jaką jest jedzenie, jakby samo oddychanie nie było wystarczającym wysiłkiem. Chciałam wtedy być podłączona do sondy żywieniowej, do kroplówki i respiratora. Schudłam do 43 kg. Zawsze byłam bardzo szczupła, ale to był mój rekord. Chciałam tylko leżeć. Chciałam, żeby ktoś mnie mył, podłączył cewnik, podcierał tyłek i wymieniał tampony. Pragnęłam tylko spać i leżeć. To było moje największe marzenie, zaraz po śmierci. Spałam po 16-18 godzin dziennie, ale nie mogłam się wyspać. Budziłam się wiecznie zmęczona i wyczerpana. W czasie kiedy nie spałam często miałam ataki paniki i przeżywałam lęki przed ich powrotem. Kiedy w lepsze dni wychodziłam do sklepu oddalonego 300 metrów od mojego mieszkania dostawałam zakwasów na nogach. Ogólnie bolało mnie wszystko, całe ciało, ręce, nogi, barki, głowa, zęby, jelita, żołądek, paznokcie. Książkę, którą normalnie pożarłabym w dwa dni czytałam dwa miesiące, bo nie potrafiłam się skupić, ani zrozumieć zdań. Kiedy ktoś opowiadał żart, to zanim mój mózg przetworzył informację i zanim zaczęłam się śmiać, to już wszyscy inni  zdążyli zapomnieć o kawale.

39594032_1648219701953502_8264416679878983680_n

Nie miałam siły na utrzymywanie kontaktów ze znajomymi, nie odbierałam telefonów, nie otwierałam drzwi, wizja tłumaczenia im wszystkiego wydawała się zbyt wyczerpująca. Nie zmieniałam pościeli, bo jaki ma sens to czy śpię w czystej, czy brudnej, skoro i tak umrę. W tym wszystkim dziwię się teraz sama sobie, że byłam w stanie się kąpać i myć zęby. Planowałam się zabić, ale przezornie bałam się, że przeżyję i zostanę tetrapleptykiem, a wtedy nawet nie przewrócę się z boku na bok. Myślałam nawet o sprowadzeniu nielegalnie broni, by tak sobie ulżyć, ale nie miałam na to kasy, rok leżenia pochłąnął niemal całe moje oszczędności. Byłam niesamowicie wściekła na świat, że jest taki zły, że zwierząta cierpią, że kobiety sa gwałcone, że dzieci umierają z głodu, a ja nic nie mogę na to poradzić, bo nie umiem nawet pomóc sobie. Na końcu tego strasznego roku już nawet nie czułam ani złości, ani smutku, ani żalu, po prostu czułam pierdolone nic i to było chyba najgorsze. No i tak by się to ciągnęło, gdyby w końcu moja przyjaciółka, współlokatorka, dostarczycielka pożywienia i kucharka nie zmusiła mnie do wizyty u psychiatry. Zaczęłam brać leki, chodziłam na psychoterapię, frustrowałam się brakiem efektów, ale i te z czasem przyszły. Zaczęłam się czuć lepiej, odzyskiwać wagę, mięśnie, sprawność intelektualną, przyjaciół, pasje, po prostu życie. Nadal nie uważam, że jestem w pełni zdrowa, zdarzają mi się gorsze dni, czasem dużo gorsze, ale póki co, mam to pod kontrolą, choć z chorobami przewlekłymi nigdy nic nie wiadomo. Nie będę tutaj dawać rad jak się z tego wygramolić, ponieważ nie jestem specjalistką, a są różne leki i różne terapie. Mi bardzo pomogła zmiana otoczenia, wyleciałam na Islandię, zajęłam umysł pracą, a nie “głupotami”, formą terapii jest też pisanie tego bloga, gdyż włosy i pisanie to moje hobby, a to, że muszę napisać jakiś post jest celem motywującym mnie do przeżycia kolejnego dnia (oczywiście nie tylko to).

     Cudowny filmik obrazujący w przybliżeniu jak wygląda myślenie osoby z depresją znajdziecie klikacjąc tutaj.

Ratowanie włosów

     Jako włosomaniaczka byłam załamana stanem moich kudłów podczas trwania choroby. Straciły z 2 cm. objętości w kucyku, były rzadsze, więcej ich wypadało, straciły blask, ze skrętu zostało jedno wielkie siano, a końcówki uratowały chyba tylko wcześniejsze cięcia gorącymi nożyczkami. Na taki stan włosów wpłynęło kilka czynników:

  • niedożywienie
  • brak ruchu (niedotleniona skóra głowy)
  • stres
  • niedbanie o włosy
  • branie leków na depresję

     Jeśli chodzi o niedożywienie, to logicznym jest, że po prostu zaczęłam na nowo zdrowo jeść, nie przyszło to od razu, bo żołądek miałam tak skurczony, że jak przyjaciółka zamówiła moje ulubione borowikowe risotto, które normalnie zjadałam całe, to po jednej łyżce miałam zapchany cały brzuch i musiałam jeść je na raty. Warto zabrać się za prawidłową dietę, ponieważ niedobory mogą prowadzić do łysienia telogenowego. W diecie warto uwzględnić porządne dawki białka, bo wyniszczony organizm najpierw będzie odbudowywał siebie np. mięśnie, a dopiero potem przeznaczy białko na budowę włosa. Dodatkowo wzbogaciłam dietę w wit. D, jej brak może odpowiadać za depresję (wszystkie suplementy warto przedyskutować z lekarzem/dietetykiem i robić okresowe badania krwii). Do uzupełnienia witamin polecam leki, a nie suplementy, bo w lekach wiadomo jaki jest skład i ilość, a w suplach nie zawsze.

DSC_2159_mh1534940987885

     Brak ruchu. Z tym było najciężej, mięśnie chyba mi uschły przez ten rok, ale po gimnastyce w domowym zaciszu wróciłam i do mojego kochanego pole dance.

    Stres. Przewlekły stres zaburza gospodarkę hormonalną, w nadmiarze zostają produkowane takie substancje jak prolaktyna czy glikokortykoidy, wpływają one na wypadanie telogenowe włosów. Ze stresem musiałam się nauczyć sobie radzić, wciąż nie do końca nad nim panuje, ale jest lepiej. Medytuję, głęboko oddycham, staram się unikać niepotrzebych sytuacji stresowych. Stres zżera nam z organizmu witaminy z grupy B , które są potrzebne do prawidłowego wzrostu włosa. Witaminy te pełnią także ważną rolę dla układu nerwowego. Podczas sytuacji stresowych, przy wysiłku intelektualnym i fizycznym są one bardzo szybko zużywane. Organizm w przypadku niedoborów z oczywistych względów przeznacza te witaminy na podtrzymanie działania układu nerwowego, włosy w tym momencie schodzą na drugi plan i tak podczas depresji, stresu łysiejemy. Suplementację zaczęłam z firmą Solgar, preparat, który stosowałam ma każdą z witamin z grupy B. Niestety są to suplementy, a nie lek, ale chyba całkiem skuteczne, bo po ich zażywaniu zmartwiłam się fluorescencyjnym, inetnsywnie żółtym kolorem mojego moczu, po czym okazało się, że taki właśnie się robi przy suplemenacji witaminami z gr. B, no i włosy po nich fajnie rosły. Można też próbować z drożdżami, czy Biotebalem, choć one wszystkich tych witamin nie mają.

DSC_2158_mh1534941117158

      Z niedbaniem o włosy rozprawiłam się oczywiście dbając o nie 😀 Na powrót zaczęłam dbać o równowagę PEH, o regularne olejowanie itd. Dodatkowo postawiłam  na wcierki, w tamtym czasie była to kozieratka.

     Mój lek na depresję zawierał paroksetynę i podobnie jak stres, wpływał on na łysienie telogenowe. Na to trochę pomógł mi Loxon Max (minoksydyl). Stres jak i leki na depresję (m.in. te zawierające fluoksetynę, sertralinę, klomipraminę, imipraminę, paroksetynę, doksepinę, nortryptylinę, amitryptylinę dezypraminę, haloperidol) często zwiększają także wydzielanie prolaktyny, która również jest odpowiedzialna za wypadanie włosów. Dodatkowo leki mogą wpływać na funkcjonowanie tarczycy, a zaburzone wydzielanie hormonów tarczycy też skutkować może wypadaniem włosów, dlatego te hormony trzeba również kontrolować. Nie u wszystkich wystąpi skutek uboczny pod postacią wypadania włosów, więc nie warto martwić się tym na zapas.

     Tak sobie właśnie radziłam jeśli chodzi o włosy podczas depresji i leczenia. Dojście organizmu i włosów do formy sprzed choroby trwało jakieś dwa lata, ale pamiętajmy, że często włosy w pełni powrócą do siebie dopiero po odstawieniu leków.

     Na koniec pozostaje mi życzyć wytrwałości w leczeniu i szybkim powrocie do zdrowia, w tym i zadbanych włosów. Osobom, które wspierają osoby dotknięte chorobą życzę cierpliwości i zrozumienia dla swoich bliskich.

     Macie jakieś doświadczenia z tą parszywą chorobą? Udało Wam się z nią wygrać? A może wciąż walczycie? Jak wspieracie swoich bliskich? Może macie jakieś rady, słowa wsparcia?

?

 

 

 

     Na koniec, bezczelnie w ramach autopromocji zapraszam do polajkowania mojej strony na Facebook’u i obserwowania mnie na Instagramie :p

 

 

 

 

 

6 thoughts on “Depresja na fali.

  1. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak wyniszczająca jest ta choroba, dopóki nie przeczyta takiego wpisu jak ten. U mnie zaczęło się chyba po rozpadnięciu się 5-letniego związku z jej winy. Przestałem wychodzić z domu, wszystko mnie zaczęło denerwować, nie wysypiałem się, siły życiowe uchodziły przy większości czynności. Już 3 lata po rozstaniu, “przeszło” mi jakiś rok temu, choć dalej z domu wychodzę raz na ruski rok, więc pewnie mam problem z wit. D, a jej niedobór napędza ten stan. Dalej nie mogę się wyspać.

    Do tej pory pracowałem zdalnie prywatnie, aktualnie klientów brak, bo konkurencja zrobiła się przeogromna, a ludzie płacą śmieszne pieniądze, bo i tak ktoś się w końcu zgodzi. Suplementy, ew. wizyty u lekarza i ew. leki – wszystko kosztuje, a przez depresję i bycie introwertykiem ciężko znaleźć pracę. Każda porażka po rozmowie kwalifikacyjnej czy też brak odpowiednich ofert pracy pogłębia ten stan. Jakby mi bark nie wyskakiwał, to aplikowałbym do jakiejkolwiek fizycznej pracy. Uczę się aktualnie programowania, ale z powodu braku chęci do czegokolwiek ciężko z regularnością.

    Łysieję pewnie jak większość facetów, ale jestem jedynym takim przypadkiem w mojej rodzinie, więc nie wiem, czy czasem wypadanie włosów nie jest też powiązane z niedoborami, stresem i ew. depresją.

    Pozdrawiam i życzę samego zdrowia!

    1. Niestety ajkies zdarzenie może wpłynąć później na rozój depresji 🙁 Ja nie pracuję aktualnie w swoim zawodzie, też przez depresję, ze względu na kręgosłup równiez planuję nauczyć się programoać. Polecam lekarzy na NFZ, wiadomo, długo się czeka, ale warto. W moim przypadku pieniądze też niestety nie sypały się z nieba i ciężko było sobie radzić w takiej sytuacji. Życzę Ci powodzenia w walce z chorobą i powrotu do życia 🙂

  2. Również zostałam zapoznana z różnymi odcieniami depresji, nerwicy itp. Powiem szczerze, że włosy też tutaj były swego rodzaju ‘triggerem’. Z niedożywieniem akurat nie miałam problemów, ale to prawda, że w takich stanach trudniej o siebie zadbać – zwłaszcza jeśli ma się poczucie, jakby samemu się było przeciwko sobie.
    Obecnie pielęgnacja włosów sprawia mi przyjemność, dopóki nie mam na głowie gniazda i nie marzę o prostych włosach. Ale może już czas docenić swoją wyjątkowość – tak w zakresie włosów, jak i wrażliwości emocjonalnej.
    Bardzo zręcznie połączyłaś temat włosów i zaburzeń psychicznych, jestem również pod wrażeniem lekkości, z jaką się ten wpis czyta. Dużo zdrowia dla Ciebie, we wszystkich sferach życia 🙂

  3. Dziękuję za ten wpis. Historia bardzo mi bliska, kiedy przeczytałam że to od 12 roku życia. choć raczej skłaniam się ku sposobowi aby uśmiechać się, tuszować wszystko co jest desperackim sposobem na zagłuszenie choroby, przynajmniej jeszcze do niedawna. Teraz bardziej staram się to zrozumieć i starać spokojnie żyć. Jeśli można zapytać, jak traktowali Cię rodzice podczas tej choroby kiedy byłaś mała, i zanim zachorowałaś? Przesyłam dużo ciepła. Asia

    1. Hej, nie ma sprawy, cieszę, się, że wpis się spodobał (jeśli można tak to nazwać). Tak jak piszesz, chorobę trzeba zrozumieć, oraz do tego odpowiednio leczyć, nie jest łatwo, ale poprawa jest możliwa. Nie chcę pisać na forum o moich rodzicach, ale raczej nie miałam z nimi dobrego kontaktu 🙂 Życze powodzenia w walce z tym paskudztwem <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *